​Łącznicy niepodległości

Mój dziadek nazywał się Kapczyński. Dziadczym raczej, bo tego prawdziwego nie pamiętam. Pewnego dnia powiedział – przyjdź do mnie po mszy w niedzielę, będziemy się uczyć angielskiego. Dziadek doskonale znał ten język. Przemieszkał w Anglii dwadzieścia lat po wojnie. Trafił tam z armią gen. Andersa, po drodze zaliczając Monte Casino. I tak od dwunastego roku życia, zamiast gnać po sumie do domu, biegałem do dziadka z tornistrem.